Kanały:
Wpisy
Komentarze

O pasji…

„Powiedział mi raz: Man kann nich Religionshistoriker sein ohne den Glauben an die alten Götter in seinem Herzen nachzuschaffen. Spotkacie może i u innych uczonych takie pobożne życzenia, ale im daleko do prawdy. U niego było to istotne i szczere. Był protestantem, twierdził jednak, że wszystko, co wziął ze swej religii, świadomie w sobie stłumił, wszystko zapomniał, aby odtąd słuchać tylko wewnętrznego głosu, który mówił mu o świecie nasyconym bogami. Niechaj mi jego dusza wybaczy, jeśli mnie słyszy w tej chwili, lecz nie podzielałem jego złudzeń, chociaż nigdy nie dałem mu tego poznać. I w złudzeniach wyrastał on ponad przeciętną miarę. To nie było żadne poetyckie gadulstwo, jakiemu nieraz ulegają tego rodzaju uczeni. Eleusis

Widziałem go w Eleusis. Spotkaliśmy się przypadkiem, nie spodziewałem się, że go tam zastanę. Długi czas patrzyłem za nim z daleka: zachowywał się jak człowiek przekonany, że jest sam. Nie wiem, czy dam wam należyte pojęcie o tym, jak się poruszał wśród tych smutnych i bardziej niż którekolwiek milczących ruin, gdy powiem, że chodził tak, jak by chodził człowiek naszej wiary po gruzach zburzonego kościoła. Była w jego ruchach pewna ostrożność, czujność, jakby omijał widma rzeczy, których nie godzi się potrącać, jakby wśród świętych miejsc wybierał sobie drogę profanów. Nad jakimś ułomkiem muru, gdzie wiatr przyniósł trochę ziemi, rosło kilka czy kilkanaście kłosków żyta. Tu przystąpiłem doń właśnie, aby się przywitać, ale on położył palec na ustach i pokazał mi te blade i kruche kłoski, drżące na wietrze pod chmurnym niebem. A potem, prowadząc mnie przez Telesterion, doszedł do miejsca, gdzie fragmenty kolumn i muru wraz z ziemią przemytą po tysiąckroć Bóg wie jakimi deszczami tworzyły po prostu miazgę, zatrzymał się i rzekł: »Tutaj«. Po czym zniżył głos: »Tutaj, w obecności epoptów, hierofant w milczeniu ścinał kłos zboża i to był najwyższy stopień wtajemniczenia«”.

Max von Trott, genialny uczony, który dopiero co przekroczywszy trzydziesty rok życia dostaje katedrę w Getyndze, popełnia samobójstwo, gdy pojmuje, że nigdy nie uda mu się rozwiązać zagadki misteriów.

I archeolog kończy swą opowieść: „To łatwo zrozumieć, że ktoś strzela sobie w serce dla młodej pięknej dziewczyny, ale żeby to zrobić dla starej Matki Ziemi — o czymś podobnym jeszcze nikt nie słyszał”.”

fragment: Wiesław Juszczak, Pani na żurawiach, Realność Bogów.

“Romantyczny szaleniec” Max von Trott wybiera życie tym, w co wierzy.  Jego “wyobraźnia i czysty rozum są tak potężne, że skłaniają go do ignorowania zmysłów, gdy sprzeciwiają się one wnioskom wyobraźni i rozumu.“Temat wciąż mnie fascynujący, stale zatrzymujący. Podziwiam…

Gdyby ktoś przetłumaczył dla mnie niemieckojęzyczny cytat, będę wdzięczna :)

zdjęcie jest własnością autorki strony

Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje“  F. Nietzsche

“Biada temu, kto przestawał w życiu dostrzegać cel, sens i jakąkolwiek wartość, ponieważ zarazem automatycznie zakładał, że nie ma już po co żyć. Nie mijało wiele czasu, a taki człowiek był już całkiem stracony. Sami musieliśmy się uczyć, a następnie przekazywać zrozpaczonym towarzyszom, że nie liczy się to, czego oczekujemy od życia, ale czego życie oczekuje od nas. Musieliśmy przestać zadawać pytania o sens naszej egzystencji, a w zamian nauczyć się myśleć o sobie jako ludziach poddawanych przez życie – w każdej godzinie dnia- nieustannemu egzaminowi. Chcąc go zdać, należało porzucić czczą gadaninę oraz rozmyślania na rzecz podejmowania właściwych działań i właściwego postępowania. Ostatecznie życie sprowadza się do wzięcia na siebie odpowiedzialności za znalezienie właściwego rozwiązania problemów i zadań, jakie stawia ono przed każdym z nas. Zadania te, a co za tym idzie, również sens życia są różne dla różnych ludzi i sytuacji. Niemożliwością jest zatem podanie ogólnej definicji sensu życia. Żaden człowiek i żaden ludzki los nie może być porównywany z innym człowiekiem i innym losem. Każda sytuacja jest niepowtarzalna i każda wymaga innej reakcji.”

“To, że jako istoty ludzkie jesteśmy wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju, wyróżnia nas spośród innych, nadając sens naszej egzystencji i wpływając w jednakowy sposób zarówno na naszą pracę twórczą, jak i całą naszą zdolność do miłości. Kiedy uświadomimy sobie, że nie da się zastąpić jednego człowieka drugim, rola odpowiedzialności, jaką ponosimy za własne życie i jego podtrzymywanie, ukaże nam się w całej swej wielkości. Człowiek, który zda sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką ma wobec innej ludzkiej istoty, która go kocha i z niecierpliwością wyczekuje jego powrotu, albo wobec jakiejś nieukończonej pracy, nigdy nie będzie zdolny odebrać sobie życia. Wie już, dlaczego żyje, a to pozwoli mu znieść to, jak żyje.”

“Podstawą zdrowia psychicznego jest pewien stopień napięcia – rozdźwięk pomiędzy tym, co już osiągnęliśmy, i tym, co jeszcze musimy osiągnąć, albo tym, kim jesteśmy, a kim być powinniśmy. W kwestii higieny psychicznej za wysoce błędne i niebezpieczne uważam przekonanie, jakoby człowiek potrzebował przede wszystkim równowagi lub, jak to się określa w biologii “homeostazy” rozumianej jako stan pozbawiony wszelkich napięć. Tym, czego człowiek naprawdę potrzebuje jest raczej wewnętrzna walka, dążenie do osiągnięcia wartościowego dlań celu czy realizacji swobodnie wybranego zadania. Tym, czego potrzebuje, nie jest rozładowanie za wszelką cenę wewnętrznych napięć, lecz wezwanie do wypełnienia potencjalnego sensu. viktor-franklSens zaś zmienia się nie tylko z dnia na dzień i z godziny na godzinę, lecz także od człowieka do człowieka. Dlatego liczy się przede wszystkim to, co w danym momencie ma znaczenie w życiu konkretnej jednostki. Każdy z nas ma do wykonania wyjątkowe zadanie, nie dostaniemy drugiej szansy, więc jest wyjątkowa okazja, aby je wykonać.”

“Zasadniczo każdy człowiek jest w stanie – nawet w tak skrajnych okolicznościach – decydować o tym, kim się stanie, zarówno pod względem psychicznym, jak i duchowych. Innymi słowy, nawet w obozie koncentracyjnym można zachować ludzką godność. Dostojewski powiedział kiedyś: “Tylko jednego się obawiam: że nie okażę się godny swojego cierpienia”. Słowa te często przychodziły mi na myśl, gdy zapoznawałem się z losami obozowych męczenników, których postępowanie, cierpienie i śmierć stanowiły żywy dowód tego, że człowiek nie może utracić ostatniej ze swych wewnętrznych swobód. To właśnie nasza wewnętrzna wolność, której nikt nam nie jest w stanie odebrać, nadaje życiu sens i znaczenie.”

“Aktywne życie daje człowiekowi możliwość realizowania swoich wartości poprzez kreatywną pracę, a bierna umiejętność odczuwania przyjemnych doznań pozwala mu odnaleźć spełnienie poprzez doświadczenie piękna, sztuki lub natury. Gdyby jednak odrzeć ludzkie życie z wszelkiej kreatywności i przyjemności, pozostanie w nim jeszcze jedna wartość, dopuszczająca jedynie zachowanie najwyższej moralnej próby; wartością tą jest mianowicie nastawienie człowieka do własnej egzystencji – egzystencji podlegającej zewnętrznym ograniczeniom. Przebywającemu w obozie człowiekowi odbiera się możliwość prowadzenia twórczego, aktywnego życia, jak również pozbawia się go szans czerpania z życia przyjemności. Ale nie tylko życie kreatywne i polegające na bogactwie doznań ma sens; skoro życie jako takie ma jakikolwiek sens, wówczas musi mieć go również cierpienie. Ludzka egzystencja nie jest bowiem kompletna bez cierpienia i śmierci. Człowiek może bowiem wbrew wszystkiemu zachować odwagę i bezinteresowność albo walcząc zaciekle o przetrwanie, zapomnieć o swojej ludzkiej godności i zniżyć się do poziomu zwierzęcia. Człowiek może zatem wykorzystać szansę, jaką daje mu życie i wzrastać moralnie na przekór temu, co się z nim dzieje, ale też może ją odrzucić. My, którzy byliśmy więzieni w obozach koncentracyjnych, dobrze pamiętamy ludzi wędrujących od baraku do baraku, pocieszających towarzyszy niedoli, ofiarujących im ostatni kawałek chleba. Nie było ich zbyt wielu, lecz stanowią wystarczający dowód na to, że człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego – ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody wyboru własnej drogi.”

“Nagle poraziła mnie pewna myśl: po raz pierwszy w życiu objawiła mi się prawda po tylekroć wplatana w pieśni przez poetów i ogłaszana najwyższą mądrością przez filozofów, a mianowicie, że miłość jest najwyższym i najszlachetniejszym celem, do jakiego możne dążyć człowiek.  Zrozumiałem, że nawet ktoś, komu wszystko na tym świecie odebrano, wciąż może zaznać prawdziwego szczęścia, choćby nawet przez krótką chwilę, za sprawą kontemplacji tego, co najbardziej ukochał.”

fragmenty z: Viktor E. Frankl, “Człowiek w poszukiwaniu sensu”.

Przypowieść VIII

Zdjęcie jest własnością autorki strony

“Czarnoksiężnik zapytał ludzi, którzy go słuchali:

- Czego wam brakuje do szczęścia?
- Numerów, które padną dzisiaj w totolotku – rzecze namiętny gracz.
- Milionów w sejfie- mówi biedak.
- Władzy i chwały- odpowiada przyszły prezydent.
- Wiedzy – mówi uczony.
- Podziwu – uśmiecha się artysta.
- Najsilniejszej armii świata- odpowiada generał.
- Prezentów – krzyczy dziecko.
- Przyjaźni – szepcze samotnik.
- Miłości – mówi kobieta.
- Niczego – odpowiada mędrzec.

Czarnoksiężnik spełnił życzenie każdego z nich. Po jakimś czasie namiętny gracz i biedak nie mieli już grosza w kieszeni. Dziecko nie zatroszczyło się o swoje zabawki, jak tylko się nimi znudziło, połamało je albo rzuciło w kąt. Samotnik szybko pokłócił się z przyjaciółmi. Kobieta nie zrobiła nic, żeby być dłużej z mężczyzną, którego udało jej się oczarować. Uczony zaczął kręcić się w kółko, bo nie miał już nic do odkrycia. Artysta był tak podziwiany, że stracił całą wenę twórczą. Potem świat ogarnęła pożoga, bo generał i prezydent wypowiedzieli wojnę wszystkim państwom, a gdy już zwyciężyli, pozabijali się wzajemnie.

Ten, który niczego nie żądał, był nadal szczęśliwy, gdyż posiadł największe bogactwo

:

mądrość.”

Kilka myśli wybranych Susan Sontag:

Susan Sontag“Fotografia – to cieniutka warstwa przestrzeni i czasu.”

“Talbot mówił, że aparat fotograficzny może izolować formy, które normalnie umykają “gołemu oku” i których malarstwo nigdy nie zanotowało”

“W naturze fotografii leży to, że nie może ona nigdy wykroczyć poza swój temat ( w odróżnieniu od malowideł), ani też nie może nigdy wykroczyć poza to, co widzialne, do czego w pewnym sensie zmierza malarstwo modernistyczne.”

“Na świecie panuje osobliwy heroizm od chwili wynalezienia aparatu fotograficznego: heroizm widzenia. Fotografia otworzyła nową, swobodną dziedzinę – pozwalając wszystkim na wykazanie się niepowtarzalną, żarłoczną wrażliwością.”

“W gruncie rzeczy słowa mówią głośniej niż zdjęcie. Podpisy znaczą dla nas więcej niż świadectwa naszych oczów, ale żaden podpis nie jest w stanie trwale ograniczyć ani zabezpieczyć sensu zdjęcia.”

“Mimo złudzenia, że fotografia pomaga zrozumieć, dostrzeganie otoczenia przez jego pryzmat stanowi w gruncie rzeczy zaproszenie do postawy konsumpcyjnej, stosunku, w którym kwitnąć może estetyczna wrażliwość i pogłębiać się dystans emocjonalny.”

“Właśnie dlatego, że wybieramy jakąś chwilę, wykrawamy ją, zamrażamy, wszystkie zdjęcia stanowią świadectwo nieuniknionego przemijania.”

Z książki: “O fotografii”

Jak długo żyją drzewa?

zdjęcie jest własnością utorki strony

“O nieba płynnych pogód,
o ptaki, o natchnienia.
Nie wydeptana ziemia,
nie wyśpiewane Bogu
te drzewa, te kaskady
iskier, ten oddech nieba,
w ramionach jak w kolebach
zamknięty. Jak cokoły
drzewa z szumem na poły;
serca jak dzbany łaski,
takie serca jak gwiazdki,
takie oczu obłoki,
taki lot – za wysoki.”

K.K. Baczyński

Zastanawiałam się często, ile lat mają znajome drzewa, które odwiedzam na spacerze, fotografuję, wypoczywam w ich dobroczynnym cieniu, słuchając cudownej muzyki liści rozbujanych ciepłym, sierpniowym wiatrem…Ale one są tajemnicze…  Prężą gałęzie jakby chciały zapytać: “a czy to istotne? Przecież czasami, kiedy jest susza, przyrastamy wolniej. Zaś gdy niebo nie skąpi deszczu, pijemy i rośniemy do upojenia” ;) Młode drzewa są kruche, bezbronne i nieśmiałe, zaś stare robią wrażenie majestatem potęgi ukrytej w wielkim pniu, rozłożystych gałęziach i szumie liści…

“Różne podręczniki botaniczne podają bardzo odmienne od siebie dane na temat wieku, jakiego dożywają różne gatunki drzew, w czym nie ma zresztą nic dziwnego, bo drzewa są roślinami długo żyjącymi, zwłaszcza w sprzyjających warunkach, jeśli nie zniszczą ich szkodniki, nie trafi piorun, nie uszkodzi człowiek. A im dłużej drzewo żyje, tym większe jest prawdopodobieństwo, że przytrafi mu się któreś z wymienionych tu nieszczęść. Samo określenie wieku starego drzewa, którego początków nikt nie pamięta jest trudne i niepewne. U niektórych gatunków pnie bywają wzmocnione korzeniami powietrznymi;  zrastają się one z pniem właściwym mniej więcej w jedną całość, jak to na przykład bywa z drzewem figowym. Kiedy się zdarzy, że dwa nasiona wykiełkują tuż przy sobie, może wyrosnąć pień podwójny, a zatem dwa razy młodszy, niżby to wynikało z obliczeń grubości drzewa.

Dokładniejsze dane o wieku otrzymujemy na podstawie obliczeń liczby słojów, czyli pierścieni przyrostów rocznych, które możemy policzyć po przekroju powalonego pnia, jeżeli oczywiście jego twardziel, czyli część środkowa nie spróchniała i nie zgniła.

Jarzębina żyje co najwyżej lat 80, a więc niemal tyle, co człowiek. Magnolia, bez i olsza szara – do stu lat. Olsza czarna, brzoza i ostrokrzew do 120 lat; grab, topola-osika i wierzba biała do 150 lat; jabłoń do dwustu, topola czarna jesion i grusza do trzystu; orzech włoski i wiśnia do czterystu; jawor, wiąz, sosna i topola biała do pięciuset; klon, sosna czarna, lipa drobnolistna i modrzew do sześciuset, dąb bezszypułkowy, kasztan jadalny, oliwka i limba do siedmiuset, jodła do ośmiuset, buk czerwony, lipa szerokolistna i świerk do tysiąca lat; dąb szypułkowy, cedr libański i platan do 1300 lat. Inne gatunki osiągają jeszcze sędziwsze lata. Znane są też poszczególne gatunki Matuzalów, które trafiły na dobre warunki glebowe i klimatyczne, a także uniknęły szkodników, piorunów i huraganów.

Istnieje platan na wyspie Kos liczący sobie 2000 lat i kasztan na zboczu Etny na Sycylii, równie stary. W chwili śmierci Weriliusza były to zatem całkiem wyrośnięte drzewa. Cis pospolity w hrabstwie Kent w Anglii ma 3000 lat, istniał więc w czasach, kiedy Fenicjanie zakładali pierwsze kolonie w Afryce. Niektóre welintonie kalifornijskie i baobaby w Tanzanii liczą sobie w przybliżeniu 5000 lat, żyły więc za panowania Menesa, pierwszego historycznego króla starożytnego Egiptu.”

Władysław Kopaliński, Drugi kot w worku czyli z dziejów nazw i rzeczy

Według szwedzkich naukowców pewien świerk ze Szwecji ma aż 9550 lat. Wyrósł prawie 10 tysięcy lat temu, tuż po epoce lodowcowej. Pobił też rekord kalifornijskiej sosny, uznawanej przez Księgę Rekordów Guinnessa, za najstarsze drzewo świata – mające “tylko” 4768 lat.

Istnieje jednak znacznie prostszy sposób na poznanie wieku drzewa niż liczenie słojów. Można spróbować przytulania :D. Prócz wielu innych zalet  (polecam ten artykuł napisany przez miłośniczkę drzew, Doreen :)), znając obwód naszych dłoni czy ramion, możemy określić w przybliżeniu, ile drzewo ma lat.

Obwód drzewa a jego wiek- pomocnicza tabela:

Drzewo

Obwód drzewa

30 cm

40

cm

50 cm

60 cm

70 cm

80 cm

90 cm

100 cm

110 cm

120 cm

130 cm

140 cm

150 cm

Wiek

sosna 37 47 59 70 82 95 107 122 144
świerk 37 47 56 66 77 90 104 121
jodła 48 53 62 70 79 89 99 111 123 138 158
modrzew 25 33 43 54 66 80 95 111 129 145
buk 55 65 71 82 92 108 124 138
dąb 38 48 56 66 75 84 94 104 113 124 126 132
brzoza 32 43 58 73 102
olsza 20 30 44 58 73 102
jesion 36 48 53 61 72 88 110
osika 24 34 44 58 79 104

Trzydziestocentymetrowy pień buka, dający się objąć dłońmi mówi, że drzewo ogląda świat pod niebem już od 55 lat! Mały, niepozorny dąbek jest  rówieśnikiem czterdziestolatków, zaś trzydziestolatki mogłyby uśmiechnąć się ze zrozumieniem do wiotkiej brzózki :)

Tyle mamy wspólnego z otaczającymi nas drzewami…

ile lat mają twoje ręce
sękate drzewa
są wiosną
kiedy dotykają moich włosów

poprzez kruchość jesieni
przebija
zapach zbudzonych kłączy
szept ziemi

pośrodku suchych palców tańczy kwietniowy wiatr
gnę
moją zieloną szyję

głębiej — ostre pragnienie
przywrzeć skórą ciepłą do
twoich rąk

Halina Poświatowska

Po uszy w książkach…

summer_time_by_Nifrodel

Kilka moich ulubionych książkowych sentencji :)

“Kto czyta książki, ten żyje podwójnie.” Umberto Eco

“Książki muszą toczyć boje z wieloma groźnymi nieprzyjaciółmi -
lecz są one pokarmem dla umysłu. Nie jest dobrze, gdy żołądek głoduje przez długi czas, a dużo gorzej, gdy dzieje się tak w przypadku umysłu.”

J.R.R. Tolkien, Otwarcie Biblioteki Oxfordshire 14 grudnia 1956 r.

“Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła. Homo Ludens tańczy, śpiewa, wykonuje znaczące gesty, przybiera pozy, stroi się, ucztuje i odprawia wyszukane ceremonie. Nie lekceważę doniosłości tych zabaw – bez nich życie ludzkie mijałoby w niewyobrażalnej monotonii i chyba rozsypce. Są to jednak działania kolektywne, nad którymi unosi się mniej lub więcej wyczuwalny zapaszek zbiorowej musztry. Homo Ludens z Książką jest wolny. Przynajmniej na tyle, na ile wolnym być można. Sam sobie ustanawia reguły gry, posłuszny własnej tylko ciekawości. Pozwala sobie na czytanie zarówno książek mądrych, z których czegoś się dowie, jak i głupich, bo i one o czymś informują. Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku. Wolno mu zachichotać w miejscu do tego nieprzewidzianym albo nagle zatrzymać się przy
słowach, które zapamięta na całe życie. Wolno mu wreszcie – czego żadna inna zabawa ofiarować mu nie może – posłuchać, o czym rozprawia Montaigne, albo dać chwilowego nurka w mezozoik.”
Wisława Szymborska “Lektury nadobowiązkowe”

“Niektórzy sądzą, że zawartość książek jest zupełnie bezwartościowa. Uważają, że sami wymyślają świat. A ponieważ nie korzystają z wiedzy zawartej w książkach, niestety popełniają błędy popełniane przez swoich przodków. W ten sposób tracą mnóstwo czasu i pieniędzy. Nie wpadnij też w inną pułapkę: nie wierz ślepo w treść książek i nie pozwól aby ci, którzy szli przed tobą, myśleli za ciebie. Autorzy tych książek, w większości wartościowi ludzi, podróżowali wiele lat i wiele widzieli. Książka jest zawsze w pewnym sensie opowieścią z tej podróży. Lecz podróż, którą ty podejmujesz, nie jest taka sama jak ich podróże. Zachowaj tylko to, co przetrwało upływ czasu. Co do reszty, korzystaj z najcenniejszej części swojego majątku: własnej głowy.”
Mark Fisher

“Poprzez książki na co dzień obcuje z nami elita świata.”
Kornel Makuszyński

“Można być mądrym nie przeczytawszy ani jednej książki. Wierząc zaś we wszystko, co jest napisane w książkach, nie można nie być głupcem.”
Lew Tołstoj

“Nazywam ją po prostu księgą, bez żadnych określeń i epitetów, i jest w tej abstynencji i ograniczeniu bezradne westchnienie, cicha kapitulacja przed nieobjętością trascendentu, gdyż żadne słowo, żadna aluzja nie potrafi zalśnić, zapachnieć, spłynąć tym dreszczem przestrachu, przeczuciem tej rzeczy bez nazwy, której sam pierwszy posmak na końcu języka przekracza pojemność naszego zachwytu.”
Bruno Schultz – Księga, Sanatorium pod Klepsydrą

“Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem – to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem.”
przysłowie chińskie

“Wiedza moja nieduża, rozum krótki. Starałem się jak mogłem, studiowałem, czytałem mnóstwo książek, i nic.  W moim domu książki wylały się z półek, leżą stosami na meblach, na podłodze, tamują przejście. Nie mogę ich oczywiście wszystkich przeczytać, a ciągle moje wilcze oczy pożądają nowych tytułów.
Ale, żeby być dokładnym, poczucie własnego ograniczenia nie jest czymś stałym, to tylko od czasu do czasu pojawia się, błyska, świadomość wąskości naszej wyobraźni, jakby kości naszej czaszki były za grube i nie pozwalały umysłowi objąć tego, co jemu powinno być dane. Powinienem wiedzieć wszystko, co dzieje się teraz, równocześnie, w każdym punkcie ziemi, powinienem móc wnikać w umysły moich współczesnych i ludzi o kilka pokoleń później, a także tych, którzy żyli dwa tysiące i osiem tysięcy lat temu. Powinienem, i co z tego”.
Czesław Miłosz, Piesek przydrożny

“Czytać, aż ze zmęczenia rzęsy cichutko się rozdzwonią.”
Canetti

zdjęcie jest własnością autorki strony“Herbata jest dziełem sztuki i tylko ręka mistrza może wydobyć jej najszlachetniejsze właściwości. Istnieje dobra i zła herbata, tak jak istnieje dobre i złe malarstwo (zwłaszcza to ostatnie). Nie ma jedynego przepisu na przyrządzenie idealnej herbaty, tak jak nie ma reguł na namalowanie “Tycjana” lub “Sessona”. Każde przygotowanie naparu z liści ma swój indywidualny charakter, specyficzne koligacje z wodą i temperaturą, odziedziczonymi wspomnieniami, swój własny rodzaj snucia opowieści. Lecz zawsze zawierać musi w sobie prawdziwe piękno.”

Okakura Kakuzo- Księga Herbaty

Dziś chłodniejszy, deszczowy dzień. Upływa przy filiżance przypalanej, japońskiej senchy. Ma barwę siana i pachnie nim intensywnie. Po zaparzeniu, kolor jest mętnobrązowy lecz aromat przepiękny, przywodzi na myśl skąpane żarem słońca sierpniowe łąki, zaś intensywny smak nieodmiennie przypomina mi orzechy. Na wakacjach na wsi, kiedy byłam mała drzewo orzechowe należało do moich ulubionych. Długie odrośla, zakończone listkami, po obraniu z kory ukazywały piękną, gładką materię drewna, niezwykle giętką i śliską. Pachniały też tak, jak tylko drewno pachnieć potrafi. Był to prawdziwie świetlny miecz, który przy wymachiwaniu ciął powietrze z głośnym gwizdem. Zrywaliśmy również orzechy, och, to nic, że były niedojrzałe, jeszcze zielone. Poszukiwanie było radością. Czasami natykałam się na pusty orzeszek, częściej zaś pod miękką jeszcze skorupką znajdowało się delikatne, niewielkie, białe i lekko chrupiące serduszko. Całkiem zadowalało ono dziecięcy brzuszek, zwłaszcza, że polowanie na niedojrzałe orzechy było wspaniałą przygodą.  Aby je rozbijać potrzebowaliśmy nie jakiegoś zwykłego kamienia, ale młotka. Młotka z zakazanej, dziadkowej stolarni! Obserwowaliśmy ją czasem godzinami, czekając na chwilę, kiedy dziadek wychodził,  by zakraść się po upragnione narzędzie. Stolarnia była miejscem pełnym ostrych pił, noży, gwoździ, młotów różnej wielkości, kluczy do niewiadomych nam drzwi, kleszczy, szczypiec i innych, przemyślnych wyrobów człowieczego rzemiosła. Przy samym wejściu stało wielkie kowadło, a na wprost szczerzyła zęby stalowordzawa piła tarczowa. Stolarnia pachniała żelazem, drewnem i tajemnym, niebezpiecznym kunsztem, którego sekrety mieliśmy nadzieję, w chwili nieuwagi Strażnika, zgłębić. Ważne było także, by wziąć młotek, którego dziadek szybko nie zauważy, a więc nie ten najważniejszy, podręczny, ale jakiś mniej używany, co czasami wymagało szukania po szufladach, gdzie mieściły się nowe wspaniałości. Można było utknąć tam na dobre, ale przecież dziadek mógł zaraz wrócić, zorientować się, nakrzyczeć, a później pilnować się i zamykać stolarnię i cały misterny plan spaliłby na panewce. Zatem należało się spieszyć i decydować szybko.  Pędem wybiegaliśmy więc z zakazanej, skąpanej w półmroku jaskini, zbierając po drodze wystawione “czujki” i uciekaliśmy za płot i gdzieś przy stawie na zdobycznej deseczce rozbijaliśmy wspaniałym młotkiem nasze z trudem zdobyte orzechy. Jakie były dobre… Czuliśmy się panami świata, chytrymi złodziejami, którzy pokonali świat dorosłych. Młotek trzeba było jednak, po skończonej uczcie tak samo cichcem zanieść na miejsce. To wymagało kolejnej, pochłaniającej operacji pełnej uciech i kombinowania..:)

O orzechach przypomniałam sobie, kiedy w zeszłym tygodniu w Górach Sowich czekaliśmy na dowóz naleśników na polu. Wreszcie pojawiło się wyczekiwane jedzenie. Pan, który przywiózł naleśniki,  popatrzył na wygłodniałe towarzystwo z politowaniem i wszedł w zbity i zarośnięty zagajnik leśny rosnący nieopodal. Kiedy wrócił, trzymał w dłoni garść orzechów. Podszedł do nas i powiedział:

- Siedzicie tu głodni, a nie wiecie, że jedzenie rośnie tuż pod nosem.

Miał rację, zbesztane dziecko cywilizacji ze wstydem uświadomiło sobie, że zapomniało, iż jedzenie najczęściej rośnie, a nie stoi na sklepowych półkach ;)

Herbata stygnie i coraz mniej jest jej w imbryczku…Lecz by dopełnić ceremonii, potrzebne jest jeszcze snucie opowieści. Posłuchajcie:

“Taoiści twierdzą, że u Początku Nie-początku duch i materia starły się w śmiertelnym boju. W końcu Żółty Cesarz, Syn Nieba, odniósł zwycięstwo nad Czu-Jungiem, demonem ciemności i ziemi. Konając, tytan uderzył głową w sklepienie niebieskie i rozbił błękitną, jaspisową kopułę. Gwiazdy wyleciały ze swoich gniazd, a księżyc błąkał się bez celu w dzikiej otchłani nocy. Zrozpaczony Żółty Cesarz gorączkowo poszukiwał kogoś, kto zdołałby zreperować niebiosa. Nie szukał na próżno. Z Wschodniego Morza wyłoniła się w oślepiającym blasku ognistej zbroi królowa, Boska Nü-wa, o rogatej głowie i smoczym ogonie. W magicznym tyglu stopiła pięciokolorową tęczę i odbudowała chińskie niebiosa. Lecz Nü-wa przeoczyła dwie małe szczeliny na błękitnym firmamencie. I stąd zrodził się dualizm miłości: dwie dusze błądzą bez spoczynku w przestworzach, aż zespolą się tworząc wszechświat. Każdy musi na nowo budować swe niebo nadziei i pokoju.”

Okakura Kakuzo- Księga Herbaty

Kilka słów o samotności

zdjęcie jest własnością autorki strony“Jest jakaś piękna odmienność znaczeniowa w polszczyźnie, która pozwala nam dokonywać wyboru pomiędzy samotnością a osamotnieniem. Samotność jest swego rodzaju komfortem wewnętrznym, poszukujemy jej z własnej woli, wybieramy ją aby inaczej smakować świat niż pośród ludzi. Osamotnienie dane jest z konieczności, wbrew woli, stanowi rodzaj osaczenia, wywołuje niezgodę i protest.”

Andrzej Szczypiorski – Grzechy, cnoty, pragnienia…

“Być może rację miał Abraham Joshua Heschel, twierdząc, że poczucie osamotnienia jest wyrazem braku zdolności do bycia samotnym. Odosobnienie cieszy jednak tylko ludzi duchowo głębokich, wewnętrznie bogatych, samodzielnych, akceptujących samych siebie.

Ludzkie życie jest rozpięte między samotnością i więzią. Człowiek nie może żyć całkowicie sam. Nie potrafi nigdy w pełni oddzielić się od innych, ponieważ nawet jego pamięć i wyobraźnia żyją tym, co zaszczepili w nim inni ludzie. Nie można w ogóle żyć bez spotkań z innymi, gdyż dopiero wobec jakiegoś “ty” staje się “ja”. Nie można też jednak żyć tylko z innymi i pośród innych, bez chwili odosobnienia. Chwała samotności ukazuje się w tym, że samotność jest niezbędnym warunkiem spotkania i więzi, gdyż tak jak most może połączyć tylko rozdzielone brzegi, tak do głębokich więzi z innymi ludźmi zdolni są tylko ci, którzy zdolni są wpierw do oddzielenia się i odosobnienia. Cokolwiek jednak powiedzielibyśmy na korzyść samotności, zbyt długa samotność zmienia chwałę bycia samotnym w cierpienie samotności. Dlatego samotność stosowana jest jako kara.

Nieraz samotność jest lekarstwem na niechęć do ludzi, a nieraz przebywanie pośród ludzi może stać się lekarstwem na dojmujące poczucie samotności. Chwała lub cierpienie samotności zależne są od tego, od czego człowiek w samotności się odwraca i ku czemu się zwraca. Czasami przecież samotność może być formą ucieczki od zajęć, ukryciem się ze strachu, z obawy przed czymś, niezdolnością do radości ze szczęścia innych. Lecz odwrócenie się od świata prowadzi człowieka wyłącznie w świat pustki. A z kolei, czy szukanie kontaktów z innymi, towarzyskość, nie jest prostą ucieczką od siebie samego?”

Tadeusz Gadacz, O umiejętności życia

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Samotność
Nie jest wieżą
Z kości słoniowej.

Jest morską latarnią
Na skalistym cyplu
Człowieczeństwa.

Blask samotności
Już z dala ostrzega okręty i łodzie
Przed podwodną skałą
I mielizną.

O wczesnym wieczorze
Zapal
Swoją samotność.

Roman Brandstaetter

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

O zadomowieniu w istnieniu

chwin

“Kobiety dzieliły się na wygnanki i pomocnice w istnieniu. Mężczyźni dzielili się tak samo, tyle tylko, że pilniej skrywali swój sekret.

Zadomowione w istnieniu zdarzały się rzadko, podobnie zresztą jak mężczyźni. Może właśnie dlatego dość wcześnie zacząłem obserwować konszachty kobiet z materią. Pochłaniały mnie prawdziwe studia nad naturą dotyku, filozoficzne dywagacje nad kształtem palców, alchemia linii papilarnych, rzucająca światło na zagadkę wygnania. Dzieliłem ludzi wedle sposobu chodzenia, ruchu rąk, a przede wszystkim wedle sposobu ujmowania rzeczy. Klasyfikacje godne Linneusza! O tak, to było bardzo ważne, jak ludzie ujmują pióro, filiżankę, kartkę, nóż, bilet tramwajowy, zapałkę, jabłko, jak unoszą, przenoszą, odkładają, przysuwają, zakręcają, odkręcają, podrzucają, obracają, popychają, myją, wycierają, polerują… Dłonie i rzeczy! Subtelny balet palców! Partytury dotyku! Każdy z gestów mówił mi coś o związku duszy ze światem. Może już wtedy zacząłem się domyślać, że to, co się dzieje między nami a rzeczami jest równie ważne dla poznania naszego ziemskiego bytu jak słowa, które wypowiadamy, bo czasem w drobnym geście odsłania się ważna tajemnica człowieka.

Zachwycały mnie dziewczynki, które z ciepłym, ironicznym uśmieszkiem potrafiły położyć sobie żywego ślimaka na ramieniu, mrucząc: “ślimak, ślimak wystaw rogi, dam ci sera na pierogi…”, czego ja – podobnie jak wielu z nas – nie byłbym w stanie zrobić nigdy. Lubiłem patrzyć na kobiety piszące listy, czytające książkę, obierające jabłko albo brzoskwinię, lakierujące paznokcie czy malujące usta szminką wcale nie dlatego, że – jak mówił Ojciec- wywiązywały się ze swoich “kobiecych obowiązków”, tylko znowu- po prostu z dzikiej zazdrości. Mój podziw budzili ludzie o czułych palcach, pracujący w ciepłej zgodzie z materią: hafciarze, kaligrafowie, gotyccy kopiści, zegarmistrze, rytownicy, szlifierze, mistrzowie mikroskopijnych przestrzeni, większych od oceanu. Urzekały mnie kobiety, które z czułą i trochę bezczelną łatwością bawiły się igłą, kretonem, jedwabiem i taftą. Które się nie wściekały, że muszą coś przyszyć angielskim ściegiem, wymagającym nie tylko czułości, lecz i talentu. Które nie przeklinały, że “nie mogą nawlec tej przeklętej igły”. Kochałem obrazy Vermeera, na których kobieta, dotykając aksamitu czy jedwabiu cieszyła się porowatością, śliskością, gładkością świata, tak jakby barwna materia była domowym emblematem Wszystkiego, a cała scena alegorią radości z własnego istnienia. Bo cieszyć się z własnego istnienia to wcale nie była prosta sprawa. Niewielu to potrafiło. Bo były też Ewy żyjące w wiecznej niezgodzie ze światem. Ptasie kurczenie łokci przy jedzeniu. Ostrożne siadanie na brzeżku krzesła. Kulenie się. Strachliwe dziobanie widelcem kartofelka na talerzu. Nerwowe, pełne irytacji krojenie chleba. Jakież tam znowu były z nich delegatki natury! Instynktownie cofały rękę. Skłócone z materią, nienawistne. nieszczęśliwe. Wypędzone z istnienia. Na wiecznej emigracji. Na wiecznym Sybirze. Kuchnię odczuwały jak piekło dotyku. Spłukiwały wszystko natychmiast z dłoni, jakby w prosektorium dotknęły trupa, a przecież po prostu dotykały świata. Ich ciało było odgrodzone przerażeniem i odrazą od grzęzawiska, w którym musiały jakoś żyć – tak jak ja. Rozumiałem je dobrze.  Bo ja też miałem swój prywatny Sybir. Dlatego szukałem kogoś, kto by mnie z tego Sybiru, z tej Ziemi Egipskiej, z tego Domu Niewoli, wyprowadził, ale dość szybko pojąłem, że słowo- nawet najmocniejsze słowo poetów i teologów – jest w tej sprawie bezsilne i wygnanie można uleczyć tylko dotykiem, albo choćby i czułą obserwacją dotyku, w której ciekawość łączy się z empatią.

Prawdziwą ojczyzną ciepła były jej dłonie. Wystarczyło tylko, by te swoje ciepłe, dobre dłonie położyła na mojej dłoni, a zmieniało się wszystko. Kochałem ją i zżerała mnie zawiść, którą skrywałem głęboko. Dlaczego- pytałem siebie – nie zostałem obdarowany jak ona? Ona dostała to już w chwili urodzenia – za nic. Żadnych zasług – a takie bogactwo. Bo moja dusza – inaczej niż jej dusza- była niespokojna.

O rzeczywistym powrocie do Ogrodu Świata mogłem tylko marzyć. Nie dla psa kiełbasa. Bo ci, którzy  zostali wygnani- takie podejrzenie zrodziło się w moim sercu – zostali wygnani na zawsze i pozostaje im tylko komedia pozorów – próba zaleczenia rany plastrem teologii, wędrującej po obrzeżach herezji w poszukiwaniu obrazów i symboli, mających podobno – złudna nadzieja! – nas uzdrowić.”

Stefan Chwin, Kartki z dziennika

Kto z nas jest wygnany a kto zadomowiony w istnieniu? Co z tymi pomiędzy? Tymi, których istnienie cieszy lecz nie wystarcza? Którzy mają gdzieś w głębi poczucie, że mogłoby wystarczać, gdyby się postarać- gdyby uwierzyć, i zaufać tymczasowości? Nie patrzyć zbyt daleko przed siebie? Co z przelotnymi ptakami, które zadomawiają się tylko na chwilę, by wyruszać znów na wygnanie, szukają, i w tym poszukiwaniu znajdują radość lecz jednocześnie przeczuwają, że szczęściem jest zapuścić korzenie, wrosnąć w gniazda, że ciepło materii tuli tęsknotę i niepokój? Lecz co wtedy zrobić z lękiem, że nic nie jest na zawsze? Że nie można się przyzwyczajać, bo utracić jest zbyt łatwo, zbyt boleśnie…?

Navigare necesse est…

taterki_aas_Nifrodel

“Żaden człowiek, dopóki żyje nie może powiedzieć: “nie mam nic do dodania”, “niczego nowego do zrobienia”- mówi filozof Tadeusz Gadacz.

Nuda metafizyczna, choroba duszy, rodzi się z przesytu, z realizacji wszystkich możliwości, z urzeczywistnienia całej ukrytej potencji. Jesteśmy nudni, kiedy przestajemy czekać na cokolwiek. Esencja nudy to “nic nowego pod słońcem” – ale nie dlatego, by istotnie nic nowego nie było, tylko dlatego, że nie umie się dostrzec żadnej nowości. Nuda pozostaje głucha na to, co widzi, ślepa na to, co słyszy, obojętna jest na wszelkie wezwania i wyzwania.

Negatywne skutki nudy widoczne są szczególnie w doświadczeniu miłości.

- Ty ziewasz – mówiła żona do męża.

– Moje dziecko – odparł- mąż i żona to jedno; a ja, kiedy jestem sam, nudzę się.

Nuda to nie tylko brak oczekiwań i obojętność, nuda to prawdziwa starość duchowa. Dla nudy wszystko jest stare, takie samo, nuda ciągle się odwraca od tego, co może rodzić pozytywne lub negatywne zainteresowanie. Zamyka swój horyzont beznadzieją.

Nie przezwyciężą jej żadne nowe i zaskakujące wrażenia. Pisał Soren Aabye Kierkegaard: “Nudzi się w mieszkaniu na wsi, jedzie więc do stolicy; znudzi się ojczyzna, jedzie się za granicę; jest się zmęczonym Europą, jedzie się do Ameryki itd. – oddaje się człowiek marzycielskiej nadziei o nieskończonych podróżach z gwiazdy na gwiazdę. Albo zmiana jest trochę inna, ale jednak ekstensywna. Nudzi się jeść na porcelanie, je się wtedy na srebrze; jak to się znudzi, można jeść na złocie, pali się pół Rzymu, aby mieć wyobrażenie, jak paliła się Troja. To nie jest dobra metoda, zresztą znosi ona samą siebie i można ją nazwać fałszywą nieskończonością. Co to dało Neronowi? Nic. Marek Aureliusz był mądrzejszy, powiedział: >> Możesz zacząć życie nowe. Jeszcze raz przyjrzyj się sprawom tak, jak zwykłeś to czynić. Na tym bowiem polega odrodzenie życia.<<

za: Tadeusz Gadacz, O umiejętności życia

Dolce far niente – słodko jest nic nie robić. Byle nie za długo, byle z otwartym horyzontem, z wiarą, że jeszcze tyle przede mną, że nadal “wiem, że nic nie wiem.”

Starsze wpisy »