Kanały:
Wpisy
Komentarze

“Większość dziś temu zaprzecza. Nie ma rady: Uniwersytet spycha dusze w gęste bajoro lektur, trupich i nudnych, co młodego człowieka, marzącego o pisaniu, przydusza do ziemi i wzlecieć w niebo nie pozwala. Ale źródła całej sprawy – dużo bardziej jadowite. Naprawdę marzymy o tym, by spotkać Dziecko Bogów. Dziecko Bogów to ktoś, komu talent spadł z nieba. Talent podbudowany edukacją wydaje się podejrzany. Dzika łatwość talentu nie podbudowanego pracą – oto marzenie. Jak w filmie Formana o Mozarcie, w którym dorosły Amadeus jest wiecznym bachorem, któremu spod palców z absolutną łatwością sypią się jedno za drugim same arcydzieła. Prawdziwy naturszczyk Epoki Świateł! Coś w rodzaju Himilsbacha albo szofera Hłasko muzyki XVIII wieku. Kult gwiazd rocka – zresztą podobny. Oto Orfeusze, których noga nie przestąpiła nawet progu szkoły muzycznej. Pewnego dnia wzięli do ręki lirę, a ona zagrała im w palcach, zadziwiając świat na obu półkulach.

Otóż ja wierzę, że Amadeus był taki, jakim go pokazał Forman. I że taki jest każdy prawdziwy talent. W Polsce w XX wieku taki talent miał tylko jeden pisarz: Gałczyński.

Nie dajmy się jednak zwariować. Bo rację ma też Jan Błoński, kiedy powiada, że wszystko bierzemy od wielkich pisarzy.”

Stefan Chwin, Kartki z dziennika.

Jak jest z tym talentem? Czy jest on, jak twierdzi M.Gladwell sprawą wytrwałości i poświęcenia 10 000 godzin na ćwiczenia i szlifowanie umiejętności? A może też sama wieloletnia praktyka nie czyni mistrzem, najważniejsze jest przemyślane ćwiczenie, co stara się udowodnić Geoff Colvin. Badania naukowe kontra doświadczenie i mit naturszczyka ;) A może, jak zwykle, prawda leży gdzieś pośrodku i talent jest wypadkową rozwijanego daru, wysiłku i przysłowiowego łutu szczęścia?

Poetkom, towarzyszkom nie nieśmiertelnego trwania…

Abigail, Avari, Elring i Miriel

in_my_dreams_aas_Nifrodel

Tak poetki wzrastają jak krzewy na zieleńcach
oczy mają w szypułkach na świat wysunięte
oddychają zielenią przez skóry nastawione jak liście
do powietrza i otwierają pory
jesienią wzlatują spojrzeniami jak dmuchawce
nad kominami ulic i osiadają aż na trawach przydrożnych
jednodniowe ziemi kurczowo rękami korzeni szukają
splatają nimi ciała by nie rosnąc nie dorośleć
nie rozumieć że w krzaków obowiązku dorastanie zakwitanie
opadanie jesienne sypanie owocami przed śniegiem
wyciągają z obrzydzeniem dłonie by odepchnąć
nie nieśmiertelne trwanie nie kołysanie się w gałęziach
z szumem wszystkich lasów świata
nie unoszenie lecz chodzenie kilometrami bez skutku
bez pieniędzy

Ewa Białous-Drescher

Piękny umysł

“Umysł rozkazuje ciału i ono jest posłuszne. Umysł rozkazuje sobie samemu i natrafia na opór.”(Frank Herbert)zdjęcie jest własnością autorki strony

Czy jesteśmy tacy, jacy myślimy, że jesteśmy?

A może jesteśmy tacy, jacy inni myślą, że jesteśmy?

Być może jednak jesteśmy tacy, jacy myślimy, że inni myślą o nas, że jesteśmy

Lubię ten mały myślowy galimatias, konfrontujący różne projekcje własnego “ja”, nawet jeśli dwa ostatnie punkty szybko zostają odrzucone.  Opinie innych o nas są tak różne, jak różni są ludzie, ich doświadczenia, zasób wiedzy i aktualne nastroje wpływające na dokonywane przez nich oceny. Dobudowywanie wizerunku przez przeglądanie się w wyobrażeniach o tym, co myślą o nas inni, jest w najlepszym wypadku budowaniem zamków na lodzie. A zatem najrozsądniej jest powrócić do założenia, że jesteśmy tacy, jacy myślimy, że jesteśmy. Chyba, że istnieją jeszcze inne możliwości warte rozważenia? ;)

Chwilowo jednak pozostanę przy punkcie pierwszym i pójdę krok dalej: a jeśli myślenie niepozbawione jest kreacyjnych zdolności i stajemy się naszymi wyobrażeniami o sobie?

Jedno z psychiatrycznych zaburzeń, zwanych Diddociative Identity Disorder (DID) może się przejawiać w występowaniu naprzemiennie różnorakich osobowości pacjenta. Być może nie byłoby w tym nic godnego uwagi (poza uciążliwością schorzenia dla pacjenta i jego otoczenia), gdyby nie zaskakujące badania, które wywołały u mnie refleksję nad siłą ludzkiej psychiki.

“Niektórzy pacjenci zmieniają swą osobowość do kilkudziesięciu razy dziennie,
co całkowicie dezorganizuje im życie. Poszczególne “osoby” mogą się różnić na przykład co do zasobów pamięci – mają one nieraz zupełnie inne wspomnienia, pragnienia, zainteresowania (…) jednak najbardziej zdumiewające są różnice fizjologiczne, co jest tym bardziej dziwne, że przemiany osobowości mogą następować po sobie z dużą prędkością (przeciętny czas wchodzenia w odmienną osobowość wynosi ok. 5 min). Stwierdzono w tym zakresie różnice związane z ciśnieniem krwi, wykresami EEC, miesiączkowaniem, a nawet
stwierdzono przypadek, w którym pacjent o osobowości A był uczulony na pewną substancję, zaś, w swej osobowości B nie wykazywał żadnej reakcji alergicznej.”

FW Putman, Diagnosis and Treatment of Multiple Personality Disorder, London-New York 1989.[za: Ł. Trzciński, Mit bohaterski w perspektywie antropologii filozoficznej i kulturowej]

Jeśli osobowość wpływa na fizjologię za zmiany somatyczne odpowiadamy jak za poglądy ;)

O pasji…

„Powiedział mi raz: Man kann nich Religionshistoriker sein ohne den Glauben an die alten Götter in seinem Herzen nachzuschaffen. Spotkacie może i u innych uczonych takie pobożne życzenia, ale im daleko do prawdy. U niego było to istotne i szczere. Był protestantem, twierdził jednak, że wszystko, co wziął ze swej religii, świadomie w sobie stłumił, wszystko zapomniał, aby odtąd słuchać tylko wewnętrznego głosu, który mówił mu o świecie nasyconym bogami. Niechaj mi jego dusza wybaczy, jeśli mnie słyszy w tej chwili, lecz nie podzielałem jego złudzeń, chociaż nigdy nie dałem mu tego poznać. I w złudzeniach wyrastał on ponad przeciętną miarę. To nie było żadne poetyckie gadulstwo, jakiemu nieraz ulegają tego rodzaju uczeni. Eleusis

Widziałem go w Eleusis. Spotkaliśmy się przypadkiem, nie spodziewałem się, że go tam zastanę. Długi czas patrzyłem za nim z daleka: zachowywał się jak człowiek przekonany, że jest sam. Nie wiem, czy dam wam należyte pojęcie o tym, jak się poruszał wśród tych smutnych i bardziej niż którekolwiek milczących ruin, gdy powiem, że chodził tak, jak by chodził człowiek naszej wiary po gruzach zburzonego kościoła. Była w jego ruchach pewna ostrożność, czujność, jakby omijał widma rzeczy, których nie godzi się potrącać, jakby wśród świętych miejsc wybierał sobie drogę profanów. Nad jakimś ułomkiem muru, gdzie wiatr przyniósł trochę ziemi, rosło kilka czy kilkanaście kłosków żyta. Tu przystąpiłem doń właśnie, aby się przywitać, ale on położył palec na ustach i pokazał mi te blade i kruche kłoski, drżące na wietrze pod chmurnym niebem. A potem, prowadząc mnie przez Telesterion, doszedł do miejsca, gdzie fragmenty kolumn i muru wraz z ziemią przemytą po tysiąckroć Bóg wie jakimi deszczami tworzyły po prostu miazgę, zatrzymał się i rzekł: »Tutaj«. Po czym zniżył głos: »Tutaj, w obecności epoptów, hierofant w milczeniu ścinał kłos zboża i to był najwyższy stopień wtajemniczenia«”.

Max von Trott, genialny uczony, który dopiero co przekroczywszy trzydziesty rok życia dostaje katedrę w Getyndze, popełnia samobójstwo, gdy pojmuje, że nigdy nie uda mu się rozwiązać zagadki misteriów.

I archeolog kończy swą opowieść: „To łatwo zrozumieć, że ktoś strzela sobie w serce dla młodej pięknej dziewczyny, ale żeby to zrobić dla starej Matki Ziemi — o czymś podobnym jeszcze nikt nie słyszał”.”

fragment: Wiesław Juszczak, Pani na żurawiach, Realność Bogów.

“Romantyczny szaleniec” Max von Trott wybiera życie tym, w co wierzy.  Jego “wyobraźnia i czysty rozum są tak potężne, że skłaniają go do ignorowania zmysłów, gdy sprzeciwiają się one wnioskom wyobraźni i rozumu.“Temat wciąż mnie fascynujący, stale zatrzymujący. Podziwiam…

Gdyby ktoś przetłumaczył dla mnie niemieckojęzyczny cytat, będę wdzięczna :)

zdjęcie jest własnością autorki strony

Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje“  F. Nietzsche

“Biada temu, kto przestawał w życiu dostrzegać cel, sens i jakąkolwiek wartość, ponieważ zarazem automatycznie zakładał, że nie ma już po co żyć. Nie mijało wiele czasu, a taki człowiek był już całkiem stracony. Sami musieliśmy się uczyć, a następnie przekazywać zrozpaczonym towarzyszom, że nie liczy się to, czego oczekujemy od życia, ale czego życie oczekuje od nas. Musieliśmy przestać zadawać pytania o sens naszej egzystencji, a w zamian nauczyć się myśleć o sobie jako ludziach poddawanych przez życie – w każdej godzinie dnia- nieustannemu egzaminowi. Chcąc go zdać, należało porzucić czczą gadaninę oraz rozmyślania na rzecz podejmowania właściwych działań i właściwego postępowania. Ostatecznie życie sprowadza się do wzięcia na siebie odpowiedzialności za znalezienie właściwego rozwiązania problemów i zadań, jakie stawia ono przed każdym z nas. Zadania te, a co za tym idzie, również sens życia są różne dla różnych ludzi i sytuacji. Niemożliwością jest zatem podanie ogólnej definicji sensu życia. Żaden człowiek i żaden ludzki los nie może być porównywany z innym człowiekiem i innym losem. Każda sytuacja jest niepowtarzalna i każda wymaga innej reakcji.”

“To, że jako istoty ludzkie jesteśmy wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju, wyróżnia nas spośród innych, nadając sens naszej egzystencji i wpływając w jednakowy sposób zarówno na naszą pracę twórczą, jak i całą naszą zdolność do miłości. Kiedy uświadomimy sobie, że nie da się zastąpić jednego człowieka drugim, rola odpowiedzialności, jaką ponosimy za własne życie i jego podtrzymywanie, ukaże nam się w całej swej wielkości. Człowiek, który zda sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką ma wobec innej ludzkiej istoty, która go kocha i z niecierpliwością wyczekuje jego powrotu, albo wobec jakiejś nieukończonej pracy, nigdy nie będzie zdolny odebrać sobie życia. Wie już, dlaczego żyje, a to pozwoli mu znieść to, jak żyje.”

“Podstawą zdrowia psychicznego jest pewien stopień napięcia – rozdźwięk pomiędzy tym, co już osiągnęliśmy, i tym, co jeszcze musimy osiągnąć, albo tym, kim jesteśmy, a kim być powinniśmy. W kwestii higieny psychicznej za wysoce błędne i niebezpieczne uważam przekonanie, jakoby człowiek potrzebował przede wszystkim równowagi lub, jak to się określa w biologii “homeostazy” rozumianej jako stan pozbawiony wszelkich napięć. Tym, czego człowiek naprawdę potrzebuje jest raczej wewnętrzna walka, dążenie do osiągnięcia wartościowego dlań celu czy realizacji swobodnie wybranego zadania. Tym, czego potrzebuje, nie jest rozładowanie za wszelką cenę wewnętrznych napięć, lecz wezwanie do wypełnienia potencjalnego sensu. viktor-franklSens zaś zmienia się nie tylko z dnia na dzień i z godziny na godzinę, lecz także od człowieka do człowieka. Dlatego liczy się przede wszystkim to, co w danym momencie ma znaczenie w życiu konkretnej jednostki. Każdy z nas ma do wykonania wyjątkowe zadanie, nie dostaniemy drugiej szansy, więc jest wyjątkowa okazja, aby je wykonać.”

“Zasadniczo każdy człowiek jest w stanie – nawet w tak skrajnych okolicznościach – decydować o tym, kim się stanie, zarówno pod względem psychicznym, jak i duchowych. Innymi słowy, nawet w obozie koncentracyjnym można zachować ludzką godność. Dostojewski powiedział kiedyś: “Tylko jednego się obawiam: że nie okażę się godny swojego cierpienia”. Słowa te często przychodziły mi na myśl, gdy zapoznawałem się z losami obozowych męczenników, których postępowanie, cierpienie i śmierć stanowiły żywy dowód tego, że człowiek nie może utracić ostatniej ze swych wewnętrznych swobód. To właśnie nasza wewnętrzna wolność, której nikt nam nie jest w stanie odebrać, nadaje życiu sens i znaczenie.”

“Aktywne życie daje człowiekowi możliwość realizowania swoich wartości poprzez kreatywną pracę, a bierna umiejętność odczuwania przyjemnych doznań pozwala mu odnaleźć spełnienie poprzez doświadczenie piękna, sztuki lub natury. Gdyby jednak odrzeć ludzkie życie z wszelkiej kreatywności i przyjemności, pozostanie w nim jeszcze jedna wartość, dopuszczająca jedynie zachowanie najwyższej moralnej próby; wartością tą jest mianowicie nastawienie człowieka do własnej egzystencji – egzystencji podlegającej zewnętrznym ograniczeniom. Przebywającemu w obozie człowiekowi odbiera się możliwość prowadzenia twórczego, aktywnego życia, jak również pozbawia się go szans czerpania z życia przyjemności. Ale nie tylko życie kreatywne i polegające na bogactwie doznań ma sens; skoro życie jako takie ma jakikolwiek sens, wówczas musi mieć go również cierpienie. Ludzka egzystencja nie jest bowiem kompletna bez cierpienia i śmierci. Człowiek może bowiem wbrew wszystkiemu zachować odwagę i bezinteresowność albo walcząc zaciekle o przetrwanie, zapomnieć o swojej ludzkiej godności i zniżyć się do poziomu zwierzęcia. Człowiek może zatem wykorzystać szansę, jaką daje mu życie i wzrastać moralnie na przekór temu, co się z nim dzieje, ale też może ją odrzucić. My, którzy byliśmy więzieni w obozach koncentracyjnych, dobrze pamiętamy ludzi wędrujących od baraku do baraku, pocieszających towarzyszy niedoli, ofiarujących im ostatni kawałek chleba. Nie było ich zbyt wielu, lecz stanowią wystarczający dowód na to, że człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego – ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody wyboru własnej drogi.”

“Nagle poraziła mnie pewna myśl: po raz pierwszy w życiu objawiła mi się prawda po tylekroć wplatana w pieśni przez poetów i ogłaszana najwyższą mądrością przez filozofów, a mianowicie, że miłość jest najwyższym i najszlachetniejszym celem, do jakiego możne dążyć człowiek.  Zrozumiałem, że nawet ktoś, komu wszystko na tym świecie odebrano, wciąż może zaznać prawdziwego szczęścia, choćby nawet przez krótką chwilę, za sprawą kontemplacji tego, co najbardziej ukochał.”

fragmenty z: Viktor E. Frankl, “Człowiek w poszukiwaniu sensu”.

Przypowieść VIII

Zdjęcie jest własnością autorki strony

“Czarnoksiężnik zapytał ludzi, którzy go słuchali:

- Czego wam brakuje do szczęścia?
- Numerów, które padną dzisiaj w totolotku – rzecze namiętny gracz.
- Milionów w sejfie- mówi biedak.
- Władzy i chwały- odpowiada przyszły prezydent.
- Wiedzy – mówi uczony.
- Podziwu – uśmiecha się artysta.
- Najsilniejszej armii świata- odpowiada generał.
- Prezentów – krzyczy dziecko.
- Przyjaźni – szepcze samotnik.
- Miłości – mówi kobieta.
- Niczego – odpowiada mędrzec.

Czarnoksiężnik spełnił życzenie każdego z nich. Po jakimś czasie namiętny gracz i biedak nie mieli już grosza w kieszeni. Dziecko nie zatroszczyło się o swoje zabawki, jak tylko się nimi znudziło, połamało je albo rzuciło w kąt. Samotnik szybko pokłócił się z przyjaciółmi. Kobieta nie zrobiła nic, żeby być dłużej z mężczyzną, którego udało jej się oczarować. Uczony zaczął kręcić się w kółko, bo nie miał już nic do odkrycia. Artysta był tak podziwiany, że stracił całą wenę twórczą. Potem świat ogarnęła pożoga, bo generał i prezydent wypowiedzieli wojnę wszystkim państwom, a gdy już zwyciężyli, pozabijali się wzajemnie.

Ten, który niczego nie żądał, był nadal szczęśliwy, gdyż posiadł największe bogactwo

:

mądrość.”

Kilka myśli wybranych Susan Sontag:

Susan Sontag“Fotografia – to cieniutka warstwa przestrzeni i czasu.”

“Talbot mówił, że aparat fotograficzny może izolować formy, które normalnie umykają “gołemu oku” i których malarstwo nigdy nie zanotowało”

“W naturze fotografii leży to, że nie może ona nigdy wykroczyć poza swój temat ( w odróżnieniu od malowideł), ani też nie może nigdy wykroczyć poza to, co widzialne, do czego w pewnym sensie zmierza malarstwo modernistyczne.”

“Na świecie panuje osobliwy heroizm od chwili wynalezienia aparatu fotograficznego: heroizm widzenia. Fotografia otworzyła nową, swobodną dziedzinę – pozwalając wszystkim na wykazanie się niepowtarzalną, żarłoczną wrażliwością.”

“W gruncie rzeczy słowa mówią głośniej niż zdjęcie. Podpisy znaczą dla nas więcej niż świadectwa naszych oczów, ale żaden podpis nie jest w stanie trwale ograniczyć ani zabezpieczyć sensu zdjęcia.”

“Mimo złudzenia, że fotografia pomaga zrozumieć, dostrzeganie otoczenia przez jego pryzmat stanowi w gruncie rzeczy zaproszenie do postawy konsumpcyjnej, stosunku, w którym kwitnąć może estetyczna wrażliwość i pogłębiać się dystans emocjonalny.”

“Właśnie dlatego, że wybieramy jakąś chwilę, wykrawamy ją, zamrażamy, wszystkie zdjęcia stanowią świadectwo nieuniknionego przemijania.”

Z książki: “O fotografii”

Jak długo żyją drzewa?

zdjęcie jest własnością utorki strony

“O nieba płynnych pogód,
o ptaki, o natchnienia.
Nie wydeptana ziemia,
nie wyśpiewane Bogu
te drzewa, te kaskady
iskier, ten oddech nieba,
w ramionach jak w kolebach
zamknięty. Jak cokoły
drzewa z szumem na poły;
serca jak dzbany łaski,
takie serca jak gwiazdki,
takie oczu obłoki,
taki lot – za wysoki.”

K.K. Baczyński

Zastanawiałam się często, ile lat mają znajome drzewa, które odwiedzam na spacerze, fotografuję, wypoczywam w ich dobroczynnym cieniu, słuchając cudownej muzyki liści rozbujanych ciepłym, sierpniowym wiatrem…Ale one są tajemnicze…  Prężą gałęzie jakby chciały zapytać: “a czy to istotne? Przecież czasami, kiedy jest susza, przyrastamy wolniej. Zaś gdy niebo nie skąpi deszczu, pijemy i rośniemy do upojenia” ;) Młode drzewa są kruche, bezbronne i nieśmiałe, zaś stare robią wrażenie majestatem potęgi ukrytej w wielkim pniu, rozłożystych gałęziach i szumie liści…

“Różne podręczniki botaniczne podają bardzo odmienne od siebie dane na temat wieku, jakiego dożywają różne gatunki drzew, w czym nie ma zresztą nic dziwnego, bo drzewa są roślinami długo żyjącymi, zwłaszcza w sprzyjających warunkach, jeśli nie zniszczą ich szkodniki, nie trafi piorun, nie uszkodzi człowiek. A im dłużej drzewo żyje, tym większe jest prawdopodobieństwo, że przytrafi mu się któreś z wymienionych tu nieszczęść. Samo określenie wieku starego drzewa, którego początków nikt nie pamięta jest trudne i niepewne. U niektórych gatunków pnie bywają wzmocnione korzeniami powietrznymi;  zrastają się one z pniem właściwym mniej więcej w jedną całość, jak to na przykład bywa z drzewem figowym. Kiedy się zdarzy, że dwa nasiona wykiełkują tuż przy sobie, może wyrosnąć pień podwójny, a zatem dwa razy młodszy, niżby to wynikało z obliczeń grubości drzewa.

Dokładniejsze dane o wieku otrzymujemy na podstawie obliczeń liczby słojów, czyli pierścieni przyrostów rocznych, które możemy policzyć po przekroju powalonego pnia, jeżeli oczywiście jego twardziel, czyli część środkowa nie spróchniała i nie zgniła.

Jarzębina żyje co najwyżej lat 80, a więc niemal tyle, co człowiek. Magnolia, bez i olsza szara – do stu lat. Olsza czarna, brzoza i ostrokrzew do 120 lat; grab, topola-osika i wierzba biała do 150 lat; jabłoń do dwustu, topola czarna jesion i grusza do trzystu; orzech włoski i wiśnia do czterystu; jawor, wiąz, sosna i topola biała do pięciuset; klon, sosna czarna, lipa drobnolistna i modrzew do sześciuset, dąb bezszypułkowy, kasztan jadalny, oliwka i limba do siedmiuset, jodła do ośmiuset, buk czerwony, lipa szerokolistna i świerk do tysiąca lat; dąb szypułkowy, cedr libański i platan do 1300 lat. Inne gatunki osiągają jeszcze sędziwsze lata. Znane są też poszczególne gatunki Matuzalów, które trafiły na dobre warunki glebowe i klimatyczne, a także uniknęły szkodników, piorunów i huraganów.

Istnieje platan na wyspie Kos liczący sobie 2000 lat i kasztan na zboczu Etny na Sycylii, równie stary. W chwili śmierci Weriliusza były to zatem całkiem wyrośnięte drzewa. Cis pospolity w hrabstwie Kent w Anglii ma 3000 lat, istniał więc w czasach, kiedy Fenicjanie zakładali pierwsze kolonie w Afryce. Niektóre welintonie kalifornijskie i baobaby w Tanzanii liczą sobie w przybliżeniu 5000 lat, żyły więc za panowania Menesa, pierwszego historycznego króla starożytnego Egiptu.”

Władysław Kopaliński, Drugi kot w worku czyli z dziejów nazw i rzeczy

Według szwedzkich naukowców pewien świerk ze Szwecji ma aż 9550 lat. Wyrósł prawie 10 tysięcy lat temu, tuż po epoce lodowcowej. Pobił też rekord kalifornijskiej sosny, uznawanej przez Księgę Rekordów Guinnessa, za najstarsze drzewo świata – mające “tylko” 4768 lat.

Istnieje jednak znacznie prostszy sposób na poznanie wieku drzewa niż liczenie słojów. Można spróbować przytulania :D. Prócz wielu innych zalet  (polecam ten artykuł napisany przez miłośniczkę drzew, Doreen :)), znając obwód naszych dłoni czy ramion, możemy określić w przybliżeniu, ile drzewo ma lat.

Obwód drzewa a jego wiek- pomocnicza tabela:

Drzewo

Obwód drzewa

30 cm

40

cm

50 cm

60 cm

70 cm

80 cm

90 cm

100 cm

110 cm

120 cm

130 cm

140 cm

150 cm

Wiek

sosna 37 47 59 70 82 95 107 122 144
świerk 37 47 56 66 77 90 104 121
jodła 48 53 62 70 79 89 99 111 123 138 158
modrzew 25 33 43 54 66 80 95 111 129 145
buk 55 65 71 82 92 108 124 138
dąb 38 48 56 66 75 84 94 104 113 124 126 132
brzoza 32 43 58 73 102
olsza 20 30 44 58 73 102
jesion 36 48 53 61 72 88 110
osika 24 34 44 58 79 104

Trzydziestocentymetrowy pień buka, dający się objąć dłońmi mówi, że drzewo ogląda świat pod niebem już od 55 lat! Mały, niepozorny dąbek jest  rówieśnikiem czterdziestolatków, zaś trzydziestolatki mogłyby uśmiechnąć się ze zrozumieniem do wiotkiej brzózki :)

Tyle mamy wspólnego z otaczającymi nas drzewami…

ile lat mają twoje ręce
sękate drzewa
są wiosną
kiedy dotykają moich włosów

poprzez kruchość jesieni
przebija
zapach zbudzonych kłączy
szept ziemi

pośrodku suchych palców tańczy kwietniowy wiatr
gnę
moją zieloną szyję

głębiej — ostre pragnienie
przywrzeć skórą ciepłą do
twoich rąk

Halina Poświatowska

Po uszy w książkach…

summer_time_by_Nifrodel

Kilka moich ulubionych książkowych sentencji :)

“Kto czyta książki, ten żyje podwójnie.” Umberto Eco

“Książki muszą toczyć boje z wieloma groźnymi nieprzyjaciółmi -
lecz są one pokarmem dla umysłu. Nie jest dobrze, gdy żołądek głoduje przez długi czas, a dużo gorzej, gdy dzieje się tak w przypadku umysłu.”

J.R.R. Tolkien, Otwarcie Biblioteki Oxfordshire 14 grudnia 1956 r.

“Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła. Homo Ludens tańczy, śpiewa, wykonuje znaczące gesty, przybiera pozy, stroi się, ucztuje i odprawia wyszukane ceremonie. Nie lekceważę doniosłości tych zabaw – bez nich życie ludzkie mijałoby w niewyobrażalnej monotonii i chyba rozsypce. Są to jednak działania kolektywne, nad którymi unosi się mniej lub więcej wyczuwalny zapaszek zbiorowej musztry. Homo Ludens z Książką jest wolny. Przynajmniej na tyle, na ile wolnym być można. Sam sobie ustanawia reguły gry, posłuszny własnej tylko ciekawości. Pozwala sobie na czytanie zarówno książek mądrych, z których czegoś się dowie, jak i głupich, bo i one o czymś informują. Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku. Wolno mu zachichotać w miejscu do tego nieprzewidzianym albo nagle zatrzymać się przy
słowach, które zapamięta na całe życie. Wolno mu wreszcie – czego żadna inna zabawa ofiarować mu nie może – posłuchać, o czym rozprawia Montaigne, albo dać chwilowego nurka w mezozoik.”
Wisława Szymborska “Lektury nadobowiązkowe”

“Niektórzy sądzą, że zawartość książek jest zupełnie bezwartościowa. Uważają, że sami wymyślają świat. A ponieważ nie korzystają z wiedzy zawartej w książkach, niestety popełniają błędy popełniane przez swoich przodków. W ten sposób tracą mnóstwo czasu i pieniędzy. Nie wpadnij też w inną pułapkę: nie wierz ślepo w treść książek i nie pozwól aby ci, którzy szli przed tobą, myśleli za ciebie. Autorzy tych książek, w większości wartościowi ludzi, podróżowali wiele lat i wiele widzieli. Książka jest zawsze w pewnym sensie opowieścią z tej podróży. Lecz podróż, którą ty podejmujesz, nie jest taka sama jak ich podróże. Zachowaj tylko to, co przetrwało upływ czasu. Co do reszty, korzystaj z najcenniejszej części swojego majątku: własnej głowy.”
Mark Fisher

“Poprzez książki na co dzień obcuje z nami elita świata.”
Kornel Makuszyński

“Można być mądrym nie przeczytawszy ani jednej książki. Wierząc zaś we wszystko, co jest napisane w książkach, nie można nie być głupcem.”
Lew Tołstoj

“Nazywam ją po prostu księgą, bez żadnych określeń i epitetów, i jest w tej abstynencji i ograniczeniu bezradne westchnienie, cicha kapitulacja przed nieobjętością trascendentu, gdyż żadne słowo, żadna aluzja nie potrafi zalśnić, zapachnieć, spłynąć tym dreszczem przestrachu, przeczuciem tej rzeczy bez nazwy, której sam pierwszy posmak na końcu języka przekracza pojemność naszego zachwytu.”
Bruno Schultz – Księga, Sanatorium pod Klepsydrą

“Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem – to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem.”
przysłowie chińskie

“Wiedza moja nieduża, rozum krótki. Starałem się jak mogłem, studiowałem, czytałem mnóstwo książek, i nic.  W moim domu książki wylały się z półek, leżą stosami na meblach, na podłodze, tamują przejście. Nie mogę ich oczywiście wszystkich przeczytać, a ciągle moje wilcze oczy pożądają nowych tytułów.
Ale, żeby być dokładnym, poczucie własnego ograniczenia nie jest czymś stałym, to tylko od czasu do czasu pojawia się, błyska, świadomość wąskości naszej wyobraźni, jakby kości naszej czaszki były za grube i nie pozwalały umysłowi objąć tego, co jemu powinno być dane. Powinienem wiedzieć wszystko, co dzieje się teraz, równocześnie, w każdym punkcie ziemi, powinienem móc wnikać w umysły moich współczesnych i ludzi o kilka pokoleń później, a także tych, którzy żyli dwa tysiące i osiem tysięcy lat temu. Powinienem, i co z tego”.
Czesław Miłosz, Piesek przydrożny

“Czytać, aż ze zmęczenia rzęsy cichutko się rozdzwonią.”
Canetti

zdjęcie jest własnością autorki strony“Herbata jest dziełem sztuki i tylko ręka mistrza może wydobyć jej najszlachetniejsze właściwości. Istnieje dobra i zła herbata, tak jak istnieje dobre i złe malarstwo (zwłaszcza to ostatnie). Nie ma jedynego przepisu na przyrządzenie idealnej herbaty, tak jak nie ma reguł na namalowanie “Tycjana” lub “Sessona”. Każde przygotowanie naparu z liści ma swój indywidualny charakter, specyficzne koligacje z wodą i temperaturą, odziedziczonymi wspomnieniami, swój własny rodzaj snucia opowieści. Lecz zawsze zawierać musi w sobie prawdziwe piękno.”

Okakura Kakuzo- Księga Herbaty

Dziś chłodniejszy, deszczowy dzień. Upływa przy filiżance przypalanej, japońskiej senchy. Ma barwę siana i pachnie nim intensywnie. Po zaparzeniu, kolor jest mętnobrązowy lecz aromat przepiękny, przywodzi na myśl skąpane żarem słońca sierpniowe łąki, zaś intensywny smak nieodmiennie przypomina mi orzechy. Na wakacjach na wsi, kiedy byłam mała drzewo orzechowe należało do moich ulubionych. Długie odrośla, zakończone listkami, po obraniu z kory ukazywały piękną, gładką materię drewna, niezwykle giętką i śliską. Pachniały też tak, jak tylko drewno pachnieć potrafi. Był to prawdziwie świetlny miecz, który przy wymachiwaniu ciął powietrze z głośnym gwizdem. Zrywaliśmy również orzechy, och, to nic, że były niedojrzałe, jeszcze zielone. Poszukiwanie było radością. Czasami natykałam się na pusty orzeszek, częściej zaś pod miękką jeszcze skorupką znajdowało się delikatne, niewielkie, białe i lekko chrupiące serduszko. Całkiem zadowalało ono dziecięcy brzuszek, zwłaszcza, że polowanie na niedojrzałe orzechy było wspaniałą przygodą.  Aby je rozbijać potrzebowaliśmy nie jakiegoś zwykłego kamienia, ale młotka. Młotka z zakazanej, dziadkowej stolarni! Obserwowaliśmy ją czasem godzinami, czekając na chwilę, kiedy dziadek wychodził,  by zakraść się po upragnione narzędzie. Stolarnia była miejscem pełnym ostrych pił, noży, gwoździ, młotów różnej wielkości, kluczy do niewiadomych nam drzwi, kleszczy, szczypiec i innych, przemyślnych wyrobów człowieczego rzemiosła. Przy samym wejściu stało wielkie kowadło, a na wprost szczerzyła zęby stalowordzawa piła tarczowa. Stolarnia pachniała żelazem, drewnem i tajemnym, niebezpiecznym kunsztem, którego sekrety mieliśmy nadzieję, w chwili nieuwagi Strażnika, zgłębić. Ważne było także, by wziąć młotek, którego dziadek szybko nie zauważy, a więc nie ten najważniejszy, podręczny, ale jakiś mniej używany, co czasami wymagało szukania po szufladach, gdzie mieściły się nowe wspaniałości. Można było utknąć tam na dobre, ale przecież dziadek mógł zaraz wrócić, zorientować się, nakrzyczeć, a później pilnować się i zamykać stolarnię i cały misterny plan spaliłby na panewce. Zatem należało się spieszyć i decydować szybko.  Pędem wybiegaliśmy więc z zakazanej, skąpanej w półmroku jaskini, zbierając po drodze wystawione “czujki” i uciekaliśmy za płot i gdzieś przy stawie na zdobycznej deseczce rozbijaliśmy wspaniałym młotkiem nasze z trudem zdobyte orzechy. Jakie były dobre… Czuliśmy się panami świata, chytrymi złodziejami, którzy pokonali świat dorosłych. Młotek trzeba było jednak, po skończonej uczcie tak samo cichcem zanieść na miejsce. To wymagało kolejnej, pochłaniającej operacji pełnej uciech i kombinowania..:)

O orzechach przypomniałam sobie, kiedy w zeszłym tygodniu w Górach Sowich czekaliśmy na dowóz naleśników na polu. Wreszcie pojawiło się wyczekiwane jedzenie. Pan, który przywiózł naleśniki,  popatrzył na wygłodniałe towarzystwo z politowaniem i wszedł w zbity i zarośnięty zagajnik leśny rosnący nieopodal. Kiedy wrócił, trzymał w dłoni garść orzechów. Podszedł do nas i powiedział:

- Siedzicie tu głodni, a nie wiecie, że jedzenie rośnie tuż pod nosem.

Miał rację, zbesztane dziecko cywilizacji ze wstydem uświadomiło sobie, że zapomniało, iż jedzenie najczęściej rośnie, a nie stoi na sklepowych półkach ;)

Herbata stygnie i coraz mniej jest jej w imbryczku…Lecz by dopełnić ceremonii, potrzebne jest jeszcze snucie opowieści. Posłuchajcie:

“Taoiści twierdzą, że u Początku Nie-początku duch i materia starły się w śmiertelnym boju. W końcu Żółty Cesarz, Syn Nieba, odniósł zwycięstwo nad Czu-Jungiem, demonem ciemności i ziemi. Konając, tytan uderzył głową w sklepienie niebieskie i rozbił błękitną, jaspisową kopułę. Gwiazdy wyleciały ze swoich gniazd, a księżyc błąkał się bez celu w dzikiej otchłani nocy. Zrozpaczony Żółty Cesarz gorączkowo poszukiwał kogoś, kto zdołałby zreperować niebiosa. Nie szukał na próżno. Z Wschodniego Morza wyłoniła się w oślepiającym blasku ognistej zbroi królowa, Boska Nü-wa, o rogatej głowie i smoczym ogonie. W magicznym tyglu stopiła pięciokolorową tęczę i odbudowała chińskie niebiosa. Lecz Nü-wa przeoczyła dwie małe szczeliny na błękitnym firmamencie. I stąd zrodził się dualizm miłości: dwie dusze błądzą bez spoczynku w przestworzach, aż zespolą się tworząc wszechświat. Każdy musi na nowo budować swe niebo nadziei i pokoju.”

Okakura Kakuzo- Księga Herbaty

Starsze wpisy »