„Powiedział mi raz: Man kann nich Religionshistoriker sein ohne den Glauben an die alten Götter in seinem Herzen nachzuschaffen. Spotkacie może i u innych uczonych takie pobożne życzenia, ale im daleko do prawdy. U niego było to istotne i szczere. Był protestantem, twierdził jednak, że wszystko, co wziął ze swej religii, świadomie w sobie stłumił, wszystko zapomniał, aby odtąd słuchać tylko wewnętrznego głosu, który mówił mu o świecie nasyconym bogami. Niechaj mi jego dusza wybaczy, jeśli mnie słyszy w tej chwili, lecz nie podzielałem jego złudzeń, chociaż nigdy nie dałem mu tego poznać. I w złudzeniach wyrastał on ponad przeciętną miarę. To nie było żadne poetyckie gadulstwo, jakiemu nieraz ulegają tego rodzaju uczeni. 
Widziałem go w Eleusis. Spotkaliśmy się przypadkiem, nie spodziewałem się, że go tam zastanę. Długi czas patrzyłem za nim z daleka: zachowywał się jak człowiek przekonany, że jest sam. Nie wiem, czy dam wam należyte pojęcie o tym, jak się poruszał wśród tych smutnych i bardziej niż którekolwiek milczących ruin, gdy powiem, że chodził tak, jak by chodził człowiek naszej wiary po gruzach zburzonego kościoła. Była w jego ruchach pewna ostrożność, czujność, jakby omijał widma rzeczy, których nie godzi się potrącać, jakby wśród świętych miejsc wybierał sobie drogę profanów. Nad jakimś ułomkiem muru, gdzie wiatr przyniósł trochę ziemi, rosło kilka czy kilkanaście kłosków żyta. Tu przystąpiłem doń właśnie, aby się przywitać, ale on położył palec na ustach i pokazał mi te blade i kruche kłoski, drżące na wietrze pod chmurnym niebem. A potem, prowadząc mnie przez Telesterion, doszedł do miejsca, gdzie fragmenty kolumn i muru wraz z ziemią przemytą po tysiąckroć Bóg wie jakimi deszczami tworzyły po prostu miazgę, zatrzymał się i rzekł: »Tutaj«. Po czym zniżył głos: »Tutaj, w obecności epoptów, hierofant w milczeniu ścinał kłos zboża i to był najwyższy stopień wtajemniczenia«”.
Max von Trott, genialny uczony, który dopiero co przekroczywszy trzydziesty rok życia dostaje katedrę w Getyndze, popełnia samobójstwo, gdy pojmuje, że nigdy nie uda mu się rozwiązać zagadki misteriów.
I archeolog kończy swą opowieść: „To łatwo zrozumieć, że ktoś strzela sobie w serce dla młodej pięknej dziewczyny, ale żeby to zrobić dla starej Matki Ziemi — o czymś podobnym jeszcze nikt nie słyszał”.”
fragment: Wiesław Juszczak, Pani na żurawiach, Realność Bogów.
“Romantyczny szaleniec” Max von Trott wybiera życie tym, w co wierzy. Jego “wyobraźnia i czysty rozum są tak potężne, że skłaniają go do ignorowania zmysłów, gdy sprzeciwiają się one wnioskom wyobraźni i rozumu.“Temat wciąż mnie fascynujący, stale zatrzymujący. Podziwiam…
Gdyby ktoś przetłumaczył dla mnie niemieckojęzyczny cytat, będę wdzięczna :)

Man kann nicht Religionshistoriker sein ohne den Glauben an die alten Götter in seinem Herzen nachzuschaffen
Nie można być religijnym historykiem, nie odtwarzając (odzwierciedlając) wiary we wszystkich starych bogów w swoim sercu.
Powinno być mniej więcej tak, jak wyżej napisałam , ale weź pod uwagę , że nie jestem filologiem i humanistką.
Temat sam w sobie nie jest łatwy, jak dla mnie wręcz przerażający jest fakt oddania ostatecznej wiary wyobraźni i rozumowi, ja jednak pozostanę przy odczuciach zmysłowych wzbogaconych o wyobraźnię i rozum.
“Nie można być historykiem religii bez przywołania myśli o prastarych bóstwach we własnym sercu” (?)
Moim zdaniem można, ale będzie się wtedy historykiem bez metafizycznego doświadczenia.
A to tak, jakby studiować jakiś pokarm bez poznania jego smaku.
Dziękuję Ci, Dorotko :) Nareszcie zrozumiałe :) Z malutkim zastrzeżeniem, bo wydaje mi się, że “Religionshistoriker” to nie tyle “religijny historyk” tylko historyk religii (zajmujący się religioznawstwem). Teraz wszystko pasuje do układanki :)))))
Temat niełatwy, ale dla mnie fascynujący.
Chyba nie sposób całkiem zrezygnować z odczuć zmysłowych, to już byłby stan szaleństwa ;) Zresztą Trott nie był wariatem ani też nie zrezygnował z rzeczywistości, gdyż wtedy nie byłby w stanie rozpoznać swojego asystenta, ani też prowadzić katedry w Getyndze. Dla mnie magiczny jest stan pośredni :) Moment przechylenia szali na rzecz wyobraźni, zignorowanie doznań zmysłowych :) Zdumiewająca siła ludzkiej wiary, wiedzy i imaginacji – nieodmiennie napawa mnie podziwem.
Edit:
@Logos- dziękuję również :) Chyba pisaliśmy w jednym czasie :) Tak, von Trott wierzył w Dzeusa. Ale nawet wiara nie pomogła mu w osiągnięciu celu. Choć niewątpliwie był historykiem natchnionym.
Doroto,
przepraszam, że się wtrącam, ale “religijny historyk” jest jednak czymś innym niż “historyk religii” :)
Poza tym, w cytacie nie ma jednak mowy o wierze, tylko o myśli.
Może się mylę?
PS. Mam nadzieję, że uwaga ta będzie mi wybaczona :)
Porcelnako, nie zauważyłem Twojego komentarza, dlatego to sprostowanie o historyku religii u mnie się powieliło.
PS. Myślę, że wszelkie nasze wątpliwości translatorskie rozwiałby w tej akurat materii Telemach :)
Nie ma, co przepraszać, że się wtrącasz, proszę cię bardzo wtrącaj się, z tym, że zauważ, że jak wspomniałam nie jestem filologiem, a językiem niemieckim posługuje się na tak praktycznie codziennie, częściej niż polskim. Cóż ”religijny historyk” jest pewnie moją naleciałością czysto tłumaczeniową, a fragment „ohne den Glauben” oznacza bez wiary. Myśl jest w j. niemieckim , tak zupełnie pragmatycznie określane mianem „Gedanke”. O drobiazgi gramatyczne mnie nie pytaj, bo jak zaznaczyłam nie jestem filologiem, więc nie zajmuje się szczegółami językowymi, a tekst przetłumaczyłam jak wiedziałam i czułam :-)
Doroto,
Ich glaube Ja :)
Co może oznaczać zarówno:
“Ja tak myślę…”
jak i:
“Ja tak wierzę…”
PS. Językiem niemieckim nie posługiwałem się od dwudziestu lat co najmniej.
Może to mnie trochę tłumaczy?
Dlatego historia starożytna jest tak fascynująca. Ja jednak wolę postawę Anny Świderkówny, ktorej głeboka wiara (katolicyzm) nie przeszkadzała (moim zdaniem wręcz pomagal), w pełnym szacunku podejściu do cywilizacji antyku, a zwlaszcza marginalizowanego hellenizmu.
Epoki niesamowitej w której stare spotkało się z nowym, wschód z zachodem. Kiedy Asioka władca Indii, w eleganckiej grece (koine) kazał wykuwać hymny ku czci Buddy, epoce ktora dała nam Euklidesa, Archimedesa i ideę nauki uprawianej dla nauki.
Kiedy grecki racjonalizm zaczął poszukiwać mistycyzmu i absolutu, a mistycyzm i religie sięgnęły po logikę i racjonalizm jako narzędzia szerzenia wiary.
“Man kann nich Religionshistoriker sein ohne den Glauben an die alten Götter in seinem Herzen nachzuschaffen.”
Niepodobieństwem jest być historykiem religii, nie podejmując w głębi serca próby wskrzeszenia wiary w starych bogów.
Logosie, najbliższym odpowiednikiem niemieckiego “ich glaube, ja” – jest polskie “sądzę, że tak”.
A nie mówiłem? :)
(To o Telemachu)
PS. Próbowałem to przetłumaczyć dosłownie, stąd ta nieporadność.
Przy okazji odkryłem coś w tym swoim pierwszym “tłumaczeniu”, co mnie trochę rozbawiło (a mianowicie wyrażenie o “przywołaniu myśli we własnym sercu” :)) Hm, hm…