“Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka…”
- pochwała niekonsekwencji albo jak być może.
zamiast strony ‘o mnie’.

i trzeba po ścieżkach iść,
choćby powietrzem wiodły,
ufając obrazom kamieni, jakby naprawdę były
ciosanym z piaskowca brukiem,
wbitym w powierzchnię ulic.
T. Borowski
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
trzeba śnić cierpliwie
w nadziei że treść się dopełni
że brakujące słowa wejdą w kalekie zdania
i pewność na którą czekamy zarzuci kotwicę
Z. Herbert
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z najbliższym moim Towarzystwem
Ni słowa nie zamieniam –
Rój Gwiazd odwiedza mnie co wieczór
I nie ma za złe milczenia –
E. Dickinson
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oh! jakże spałby sobie człowiek
Wyższy nad skargi ustawiczne;
Lecz cóż? gdy jeszcze i u powiek
Roz-siędą się sny ironiczne!!…
C.K.Norwid
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I cóż mam robić, śpiewna, pierworodna,
W świecie, gdzie najczarniejszy – jest szary!
Gdzie się natchnienie w termos chowa co dnia!
Z tym bezmiarem niewiarygodnym
W świecie miary?!
M. Cwietajewa
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czy naprawdę nie można mieć zarazem
źródła i wzgórza idei i liścia
i przelać wielość bez szatańskich pieców
ciemnej alchemii zbyt jasnej abstrakcji
Z.Herbert
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie płowiej skwarem słońca i nie ciemniej słotą;
Dzikie i samodzielne, sterujące w niebie,
Do żadnej czapki klamrą nie przykuj się złotą.
Albowiem masz być piórem nie przesiąkłym wodą
Przez bezustanne wichrów i nawałnic wpływy,
Lecz piórem, którym ospę z krwią mięszają młodą
Albo za wartkie strzałom przytwierdzają grzywy.
C.K.Norwid
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeśli w pieśni potrzebna ci harfa,
jeśli harfa ma zakląć pioruny,
rozkaż żyły na struny wyszarpać
i naciągać, i trącać jak struny.
Wł. Broniewski
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kamyki nie dają się oswoić
do końca będą na nas patrzeć
okiem spokojnym bardzo jasnym
Z.Herbert
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wyretuszować
da się
wszystko
oprócz
negatywu
w nas
O konieczności cenzury
R. Kunze
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kiedy przybyłem do tej doliny,
Dzień miał się już ku zachodowi.
Słońce na mojej stało wysokości
Na widnokręgu tam po drugiej stronie
I można było jego blask łagodny
Nareszcie znosić bez mrużenia powiek.
Dolina zaś leżała w długich cieniach
Między górami sinoniebieskimi;
Cicho i spokojnie -